» Strona główna
» Menu
Nowe odkrycia, czy przeakcentowane prawdy
2009-12-05 15:15
Listopad powszechnie uważany jest za okres refleksji, zadumy i wspomnień. Te wartości najczęściej jednak schodzą na drugi plan, będąc rozmytymi przez komercję. Nie jest przecież niestosowne szanowanie i pamięć o tych, którzy już odeszli do wieczności, czy utrzymywanie miejsc złożenia ich szczątków w należytym porządku. Problem polega jednak na tym, że te szczytne cele zaczynają być realizowane poprzez tandetne trendy i zwyczaje, które w końcowym rozrachunku mają niewiele wspólnego ze źródłowymi postawami. Prawdziwe wartości bywają mniej lub bardziej zakryte. Tak już jest, że skarb zazwyczaj jest ukryty. Wartościowe minerały wymagają żmudnych poszukiwań i ciężkiej pracy, by dotrzeć do miejsc, skąd można je wydobyć.

W duchowym rozwoju zauważam podobne zjawiska. Raz za razem pojawiają się różne trendy, poglądy, nauczanie. Chrześcijaństwo ewangeliczne nawiedzane jest chyba od zawsze przez różne fale, które w swych szczytowych fazach bywają bardzo niepokojące i nie do zaakceptowania.

Niemniej jednak po przejściu takich fal, gdy opadnie „piana” można odkryć, że pozostało po nich coś cennego. Pozwolę sobie na przypomnienie w wielkim skrócie i uproszczeniu kilku takich zjawisk, jakie miały miejsce na przestrzeni ostatnich dwudziestu kilku lat.

Pierwszym, który wymienię, to ewangeliczne nauczanie w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych, bazujące na rozróżnieniu pomiędzy greckimi znaczeniami słów logos i rehma. Pierwsze w Nowym Testamencie oznacza ogólnie pojmowane Boże Słowo, zaś drugie określa Boże Słowo skierowane do człowieka w danej chwili, w konkretnej sytuacji. Przypominam sobie, jak w wyniku tego nauczania czytaliśmy na nowo Biblię. Zachowując szacunek do całej zawartości Biblii, czytanie jej tylko jako tekstu nie wystarczało, to było tylko poznawanie logos. Wartością, która wówczas prawie wyłącznie się liczyła było rehma, następowało to wówczas, gdy czytane logos nagle, za sprawą Ducha Świętego zaczęło przemawiać do czytającego osobiście. Trudno nie doceniać piękna takiego czytania z modlitwą. Zbytnie jednak akcentowanie, sprawianie wrażenia, że tylko to się liczy, doprowadzało do niższego doceniania Bożego Słowa – logos i przesadnego akcentowania Bożego Słowa – rehma. W efekcie czasami wypowiadanie, nawet przez przypadkowych ludzi, słów w imieniu Pańskim, było przyjmowane jako znacznie ważniejsze niż czytane czy głoszone w kazaniach Boże Słowo. Apostoł Paweł pisze „Całe Pismo jest natchnione przez Boga i pożyteczne do…” (2 Tm 316), a ewangelista Jan „Na początku było logos, logos było u Boga i Bogiem było logos (J 1:1).

Innym przykładem fal wpływających na ewangeliczne chrześcijaństwo w różnych okresach było głoszenie tzw. „prosperity gospel” – ewangelii sukcesu. W swych szczytowych latach wydawało się, że nie jesteś wierzącym, gdy nie jesteś bogaty, zdrowy i nie masz we wszystkim powodzenia. To było, przyznaję, trudne do przyjęcia szczególnie dla nas, żyjących wówczas w strefi e politycznego i ekonomicznego rozkładu. Patrząc z perspektywy lat, można powiedzieć, że nie wszystko w tym trendzie było złe. Wręcz odwrotnie, otworzyły się oczy wielu na to, by przestać traktować ubóstwo i niepowodzenia jako pozytywne wartości pobożności oraz by częściej i z większą odwagą modlić się, rozmawiać z Bogiem o naszym powodzeniu.

Podobnie wyglądała sprawa z uwielbianiem Boga. Nastał czas, gdy liczyło się tylko uwielbianie. Trudno było o czymś innym mówić. W pewnym okresie niektórzy jednak zauważyli, że to przeakcentowanie doprowadza Kościoły, chrześcijan do uwielbiania uwielbiania, a nie uwielbiania Boga. Dzisiaj nikt rozsądny nie ma zamiaru podważać roli i znaczenia uwielbiania Boga, na które w sposób znaczący wówczas zwróciło uwagę wspomniane poruszenie.

Mógłbym wymieniać jeszcze wiele innych trendów takich, jak pojmowanie kościoła, zboru jako grup domowych; znane, bo niedawno przebrzmiałe tzw. „Toronto blessing”; ruch wystawienników, czy fala fascynacji chrześcijan narodem żydowskim i jego kulturą itd. Wszystkie te fale zawierają cenne spostrzeżenia, poszerzają spojrzenie i ubogacają Kościół, lecz będąc przeakcentowanymi stają się niebezpieczne.

Cechą wspólną tych trendów pobożności było i jest traktowanie każdego z nich jako całości samej w sobie, jako najważniejszego składnika pobożności, którą się głosi. Tymczasem prawdy przypominane nam przez owe trendy są jedynie cząstką wielkiej całości naszego chrześcijańskiego życia i pobożności. W ostatnim okresie fascynacją jednych, a niepokojem innych jest nauczanie A. Wommack’a. Przyglądając się bliżej nikt, jak na razie, nie zarzuca temu trendowi rozmijania się z Bożym Słowem – to cenne spostrzeżenie. Niemniej jednak to nie uzdrawianie jest najważniejszym posłannictwem Kościoła przekazanym przez Chrystusa. Warunkiem wejścia do wieczności nie jest fizyczne zdrowie, lecz przebaczenie grzechów i co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości. Zdrowie oczywiście jest nam zapewnione w dokonanym dziele zbawienia przez Chrystusa.

Uzdrowienia, choć zawsze opierają się na wierze, bywają przyjmowane w różny sposób, w tym także tak, jak ostatnio się tego naucza, choć trzeba uważać, by Boga nie sprowadzić tylko do przeszłości – On już wszystko dokonał, a więc teraz wszystko zależy tylko ode mnie.

Zawsze powinniśmy pamiętać, że Bóg pozostaje suwerennym i błądzi ten, kto tej suwerenności nie zauważa. Apostoł Paweł pisze: „Zresztą nasza wiedza jest i tak wycinkowa, a prorokowanie (nauczanie) dotyczy tylko części spraw”. 1 Kor 13:9.

Edward Lorek, pastor



« powrót
Aktualności | Nabożeństwa | Kontakt

© Copyright 2008
KZ Filadelfia Bielsko-Biała